Podobne treści

Porcelanowe pogotowie ratunkowe

Dziś kilka słów w duchu – PORCELANOWE POGOTOWIE RATUNKOWE

Początki prac nad produkcją porcelany w osiemnastowiecznej Europie to proces żmudny, pracochłonny i często naszpikowany małymi katastrofami typu nieudane formy, zdeformowane kształty, pęknięcia w masie, spora liczba odpadów porcelanowych.

Dziś, w czasach obecności elektroniki praktycznie na każdym kroku, w tym komputeryzacji w procesach wypału porcelany, warto cofnąć się o trzy stulecia i wyobrazic sobie stare piece opalane drewnem, w których różnica temperatur „po bokach” w stosunku do centralnej części, często niwelowała owoc pracy formierzy.

Niedoskonałości były częstsze od nieskazitelności, co zmuszało do podejmowania wielu prób w celu osiągnięcia najlepszy rezultatów.
Podobnie rzecz się miała np. z odcieniem bieli porcelany

Nie zapomnę uśmiechu kustosza w Muzeum porcelany w Höchst po moim pytaniu o różnice odcieni szkliwa na sąsiadujących ze sobą talerzach z XVIII wieku. Różnica była znaczna, a datowania nader podobne.

Starano się zachowywać proporcje składników rzecz jasna, ale to był XVIII wiek droga pani , raz im się sypnęło więcej, raz mniej. 🙂 Było biało, szaro a czasem po środku 🙂 – uzyskałam odpowiedź 🙂

Porcelana – dobro luksusowe porównywane z białym złotem. Nic dziwnego, że efekt mniejszych czy większych katastrof próbowano łatać.

Jak ?
poniżej dwa spotkane przeze mnie przypadki.

Na dwóch zdjęciach przedstawiam talerz (Meissen 1774-1780), który w procesie pierwszego wypału „nabawił się” bąbli. Bąble stały się dziurkami w porcelanie na szczęście bez dalszych pęknięć.
Otwory załatano cyną, po czym malarz od kobaltów (malarz niebieski) wziął talerz w obroty i stworzył udaną kompozycje kwiatów i owadów. Spotkalam się z zapiskami mówiącymi o tym,, że tego typu wyroby z widocznymi wadami były sprzedawane po niższych cenach robotnikom manufaktury. Być może i w tym wypadku tak było..

Drugi przypadek mojego ostatniego nabytku, był dość zagadkowy i wymagał konsultacji z ekspertem od renowacji porcelany.

Na zdjęciach prezentuję dzbanek do kakao (Meissen około 1745), a w nim ukryta wada na ….dnie i już nie taka oczywista i nie tak bardzo widoczna.

Otóż w pierwszym procesie wypału dno dzbanka rozwarstwiło się, po czym przed kolejnym wypałem uzupełniono otwory ciastem porcelanowym i znów poddano wypałowi.
Dzbanek uszczelniono , udekorowano i w tej formie i stanie przetrwał kolejne niemalże 3 stulecia.
Sceny portowe kontynuacyjne wykonane z precyzją znaną u mistrzów miśnieńskich zachowały się w bardzo dobrym stanie.

Te dwa przedmioty są przedstawicielami dość rzadkich przypadków łatania dziur w porcelanie przed ukończeniem prac.
Przez moje ręce przeszło setki przedmiotów z porcelany z okresu osiemnastego wieku, wady pokrywane malaturą, wzorami , nierówności szkliwa i naturalne pęknięcia – to rzecz wręcz wkalkulowana w jakość przedmiotow z tego okresu.
Nie tak łatwo jest jednak spotkać naprawy tego dokonane na etapie produkcji.

Przypadek pierwszy był przedstawianych na naszych wykładach, które prowadziłyśmy z Anna Goździkowska. Przypadek drugi doczeka się kolejnych wykładów.

Cdn 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *