Mistrzowie protez

dziś podzielę się ciekawostką i zaproszę Was do podziwiania nie tylko porcelany, ale również artystów metalu, którzy ratowali kruche naczynia z opresji.

Jako kolekcjonerzy przyzwyczajeni jesteśmy do starych napraw klamrami, które często z niebywałą precyzją zastępowały dzisiejszy klej. Ta precyzja sprawdzała się w tym , jak bardzo naczynia po naprawach były szczelne.

Trafiam czasami na takie artefakty, które nadal mnie zadziwiają swoją historią i zatrzymują w miejscu.

Złamane serca i niezdarne ręce użytkowników wtopiły się w opowieść tych naczyń,

może bawiące się dzieci porcelaną, które za karę klęczały na grochu w kącie, licząc do stu,

któż to wie (?)

a może po prostu przypadek, wypadek

sami przecież mamy na swoim koncie jakieś grzeszki stłuczonej porcelany.

Na zdjęciach poniżej przedstawiam wyjątkowych inwalidów porcelanowych,

Przyjrzyjcie się, jak pięknie widać ich historię i zręczność dłoni mistrzów metalu, czasem drewna.

Dzbanek z Miśni z połowy XVIII w, który utracił rączkę i uzyskał nową, równie piękną

oraz

bezimienną filiżanka z XIX w z nowym uchwytem.

Te nowe uchwyty najczęściej miesternie dopasowywano i przytwierdzano do naczyń za pomocą wiertła z mocowaniem wewnątrz naczynia. Mistrz musiał znać strukturę porcelany i ryzyka pęknięcia przy minimalnym błędzie i bez narzędzi znanych nam współcześnie stworzył prawdziwe dzieła sztuki. Tak było właśnie w przypadku dzbanka miśnieńskiego.

Filizanka natomiast jest już dla mnie zaskoczeniem. Metal przytwierdzono bez przewiercania się na wylot.

Jedna odpowiedź

  1. Uroczy świadkowie dawnych chwil. Właśnie takie egzemplarze, które noszą na sobie ślad
    historii, wzbudzają najwięcej uczuć.
    Zachwycające.

Skomentuj Wanda Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *