










Szczęścia chodzą parami
Na wystawie porcelany w Muzeum Pałac Saski w Kutnie zobaczyć można między innymi wspaniałą ogromną wazę z około lat 30-tych XIX w., w wykonaniu paryskich mistrzów formy i pędzla.
Waza stoi przy wejściu do wystawy czasowej i wzbudza niemałe zainteresowanie zwiedzających.
Przywiozłam ją do Kutna po to, by pokazać kontrast myśli artystów pracujących w manufakturach porcelany i ewolucję rozwoju na przestrzeni 100 pierwszych lat obecności europejskiej porcelany.
Waza jest wysoka (ok 60 cm wysokości) i dość ciężka (szacuję około 20 kg)
ciasto porcelanowe miejscami posiada rozwarstwienia powstałe w procesie wypału, niedoskonałości ( małe kropki na białej wewnętrznej powierzchni), złocenia wykonane są misternie i z należytym połyskiem, na jakie zasługuje złoto.
Nie posiada sygnatury, prawdopodobnie jest to Jacob Petit (?), gdyż ten warsztat posiadał tak duży talent i cechował się czasem wręcz nadmiarowym przepychem wykonania.
Kilka dni temu moje szczęście się rozmnożyło. Drugi niemalże bliźniaczy obiekt zajął znaczne miejsce na tylnym siedzeniu mojego samochodu, a mój samochód to nie mikrus 😉
Jeszcze nie wiem jakie losy będzie miał ten obiekt bo mieszkanie moje nie jest z gumy, a te wazy roszczą sobie żądania do miejsca, ale dziś się nim zachwycam i potajemnie szukam zaplecza w domu, może nawet kosztem placowego świnek morskich 😉.
Proszę zwrócicie uwagę na złocenia, które wymagały szlifu i starannego wypału, na ich połysk i nakład pracy, na portret kwiatów na dwóch kontrastujących ze sobą tłach – czerni i bieli.
Poniedziałki bywają trudne, więc na osłodzenie poniedziałkowej kawy, witam Was uroczymi zdjęciami obu wazonów – mojego podwójnego szczęścia.