Hellena Wolfsohn

Helena Wolfsohn

działała w epoce, kiedy dekoracja porcelany w Dreźnie była dużym rzemiosłem artystycznym — nie tylko produkcją fabryczną, ale także małymi pracowniami, które nadawały wyrobom charakter „artystyczny”.

Artystka, przedsiebiorczyni, która narobiła niemałego zamieszania w świecie rzemiosła zdobniczego.
Poszła o krok do przodu w swoich pomysłach biznesowych, naśladując styl miśnieński i jej wczesną sygnaturę „AR”. Do tego zdobiła porcelanę produkowaną w manufakturach zewnętrznych, nie maskując jednocześnie ich oznaczeń, jak to czyniły w tym czasie inne drezdeńskie malarnie.

Kojarzymy wszakże te tajemniczo wyglądające złote listki na spodach naczyń, pod którymi kryje się sygnatura. Był to zabieg powszechny, lecz nie w wykonaniu Helleny.

Do dziś praktyki te sprawiają czasem wiele kłopotu nawet najbardziej tęgim głowom, choć w zdecydowanej większości, rozpoznanie jej warsztatu dla wprawnego oka nie jest już problemem.

Jak to w życiu bywa, na rynku artystycznym, spotykamy wielkie talenty i te mniej obdarzone umiejętnościami malarskimi.
Jest to dostrzegalne w takich słynnych warsztatach jak pracownia Samsona czy Helleny Wolfsohn. (np).
Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na to, że pomimo tego, że pracownia przedsiębiorczej Wolfsohn co do zasady kopiowała Miśnię, w swym dorobku artystycznym posiada również wyjątkowo udane artystycznie wyroby, których nie powstydziłaby się sama Misnia.

Na uwagę zasługuje na przykład łączenia kobaltu i złota ze scenami portowymi na filiżance do czekolady, zdobienia na bulionówce czy filiżanka, którą odłożyłam na jakiś czas na półkę, mając wątpliwość co do jej pochodzenia.

Ostatni przypadek nie jest aż tak oczywisty. Porcelana miśnieńska XIX w. sygnowana mieczami bez dodatkowych oznaczeń malarza, przedstawiająca portret dwójki dzieci w towarzystwie ptaszków.
Pędzel wysoce artystyczny zmylić mógł nie jednego kolekcjonera, jednak już złocenia okazały się słabszym punktem, zapewne pędzla innego malarza w pracowni i to jest poważny powód do tego, by skierować się w kierunku pracowni Wolfsohn.

O Helenie można pisać wiele. Niewątpliwie na jej reputacji zawarzyl przegrany proces sądowy z Miśnią i nakaz zniszczenia porcelany z sygnaturą AR. Tak też się stało w większości, choć na rynku spotykamy do dziś unikaty z okresu przejściowego, gdzie starano się uchronić porcelanę przed zniszczeniem, stosując różnego rodzaju wybiegi typu zakrywanie sygnatury kwiatkami lub symbolem „D” z koroną.

Poniżej przedstawiam materiał porównawczy – wycinek z jednego z moich wykładów w Muzeum Pałac Saski w Kutnie oraz przykłady, na które się powołuje.

Na ostatnich zdjęciach zamieszczam groteskowy przykład …współczesnego naśladownictwa Wolfsohn.

Temat Helenki to temat rzeka, lecz warto go kontynuować chociażby poprzez przykłady jej twórczości

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *