budzą we mnie paniczny strach, odruch ucieczki i przy okazji donośny okrzyk bynajmniej nie radości, lecz przerażenia.
Od dziecka mam dreszcze przed stonogami i im pokrewnymi gąsienicami,
Któż by przypuszczał, że włochate zielone długie zwierzę z chyba setką nóg (przyjmujmy, że jest ich sto), tym razem wywołało u mnie okrzyk radości.
Na rancie misy znalazłam zwierzątko, które ni przypiął, ni przyłatał, pasowało do całości zdobień.
Jego rola była oczywista -zamaskować niedoskonałość rantu naczynia, który pod światłem okazał się niezłym pofałdowanym pagórkiem.
Do gąsiennicy dołączyły też dwie biedronki, zapewne uznały, że im się też coś od życia należy , znalazły jakieś kropki i wybrały sobie miejsce.
Rant naczynia uległ zapewne deformacji podczas wypału, a malarz kwiatowy, bo w tym wypadku kwiaty były dominującym motywem zdobniczym, dodał te niespodzianki na koniec.
Kolekcjonerstwo to odkrywanie, a kolejne niespodzianki potęgują w nas adrenalinę poszukiwaczy.
i w tym miejscu muszę zapytać wbrew wszelkim moim uprzedzeniom, czyż one nie mają ślicznych nóżek ? 😉
Na miłe powitanie dnia
serwuje dziś robaczki, które przylgnęły do porcelany od niemalże 300 lat
Królewska Manufaktura w Miśni , datowana na ok 1750 r,
forma na wysokim pniu oplecionym puttami wspierającymi głęboką misę – całe 33 cm szczęścia 🙂
ps. a może podzielicie się zwoimi przykładami robaczków na porcelanie (?)
serdecznie zapraszam.



