Czy zastanawialiście się kiedyś skąd wzięło się powiedzenie „czarno na białym” ?
My miłośnicy porcelany
oswojeni z kobaltem podszkliwnym, który czasem przyjmował barwy bliskie czerni w zależności od temperatury wypału, szybko kojarzyć możemy ten wątek.
Niektórzy z nas fascynują się czarnym monotłem , które bywa podkreśleniem konturów bukietów kwiatów na artystycznej porcelanie, i które nie tak łatwo uzyskać w nieskazitelny sposób.
Nie o tą biel i nie o tą czerń jednak chodzi.
Jakie więc pochodzenie ma to znane nam wszystkim powiedzenie ?
„Czarno na białym” wzięło się bezpośrednio z praktyki pisma i druku, oznaczało czarny atrament lub farbę drukarską naniesioną na biały (jasny) papier – czyli zapis trwały, widoczny i niepodważalny.
W czasach, gdy dokumenty miały moc prawną tylko wtedy, gdy były zapisane i opieczętowane, „czarne na białym” było równoznaczne z dowodem, a nie obietnicą ustną.
Dziś „czarno na białym” zastąpiliśmy „bitem na ekranie”, ale czy przyszłe pokolenia zadbają o to, by ten ślad po nas pozostał na kolejne setki lat ?
Wszak przeszłość tworzymy my
z każdą sekundą upływającego czasu.
Na wystawie porcelany w Muzeum Pałac Saski w Kutnie na ekspozycji biurka królewskiego znajdował się cenny dokument. Chyba niewielu z nas zwróciło na niego uwagę, co mnie nie dziwi. Królową tam była porcelana.
Dziś chciałam jednak napisać kilka zdań „bitem na ekranie” o tym artefakcie, który rok temu przywiozłam do muzeum i wyjaśnić, jaki ma związek z porcelaną.
Związek jest zasadniczy – proweniencja królewska – syna założyciela manufaktury w Miśni, Augusta III, który może już z nie takim zaangażowaniem jak ojciec, przejął spadek kolekcji porcelany i piastował pieczę nad produkcją miśnieńską.
Jest to oryginalny dokument spisany na wysokiej jakości papierze czerpanym – patent królewski z 1737 roku, wydany w imieniu Augusta III, króla Polski i elektora Saksonii. Dokument reguluje kwestie nielegalnego werbunku ludności do obcych armii, który w pierwszej połowie XVIII wieku stanowił istotny problem społeczny, wojskowy i administracyjny.
Przyzwyczajeni do życia w krajach o ustroju demokratycznym, czytając ten dokument przenosimy się w czasy hierarchii zależności lennych, własności ziemi i władzy osobistej monarchy nad wasalami.
w czasy władzy absolutnej.
„Każdy, kto zostanie przyłapany na tajnej lub jawnej werbunkowej działalności, ma być traktowany jako:
burzyciel pokoju publicznego,
przestępca przeciwko krajowi,
naruszyciel najwyższej władzy,
i bez wyjątku ukarany
najsroższą karą, aż do kary życia włącznie.”
Nie zagłębiam się tu w obecną politykę na świecie, ani nie oceniam ustrojów, ale nasuwa się puenta :
Krol August ojciec i syn zapewne uznaliby nasze czasy za przewrotny świat królestwa bez króla, w którym edykty wydaje się „bitem na ekranie” bez papieru, prawa bez pieczęci, słowa bez atramentu i zdziwiłby się srodze na wieść o tym, że podróż z Saksonii do Warszawy zajęłaby raptem 1,5 godziny samolotem, a nie jak kiedyś – tydzień powozem dworskim bez tras szybkiego ruchu i ograniczeń drogowych.
Świetnie zachowany dokument w oryginalnej oprawie, z pieczęciami urzędu królewskiego można zobaczyć w Muzeum Pałac Saski w Kutnie. Napewno zwrócimy na niego uwagę na kolejnym naszym spotkaniu w czerwcu przy okazji nowej wystawy porcelany.
zdjęcie Króla Augusta III zaczerpnięte z Wikipedia












