Lubimy otaczać się przedmiotami pięknymi.
Dekorujemy nasze domy detalami artyzmu zatrzymanego w czasie na kawałku płótna, na porcelanie czy szkle po to, by nasze życie było nieco piękniejsze pomimo codzienności, która często przybiera kolory szarości.
Pewnym stopniem wtajemniczenia kolekcjonera jest poszukiwanie historii pochodzenia zbiorów własnych i przedmiotów naszych marzeń. Ćwiczymy oko dziesiątkami napotkanych przypadków, studiujemy książki, pochłaniamy wystawy w muzeach, wpadamy czasem w pułapki pomyłek, czasem jesteśmy farciarzami.
Emocje zdobywania przeplatają się z emocjami obcowaniem z pięknem sztuki, którą trzymamy w ręku. Czyż to nie wciągające ?
Powstaje pytanie.
Na co jednak zwracać uwagę w naszych poszukiwaniach odpowiedzi na pytanie o czas powstania, wartość kolekcjonerską, historyczną, sentymentalną naszych kolekcji ?
Liczne katalogi sygnatur dają nam odpowiedzi, ale czy jest to jedyna właściwa droga do prawidłowej identyfikacji naszych kolekcji ?
Otóż sama sygnatura często naprowadza nas na właściwą drogę, ale bywa, że również wprowadza w błąd.
I w tym miejscu wkraczamy w świat wielu innych kierunkowskazów poza samą sygnaturą, które sumarycznie mogą pomóc ocenić nam dany obiekt, odróżnić falsyfikat od oryginału lub zgłębić jego historię powstania.
Jest jeszcze wiele pytań bez odpowiedzi.
Bywa, że z biegiem czasu odnajdują się zapomniane archiwa lub unikatowe przykłady obiektów, które mają wpływ na zmianę wcześniejszych ocen. Mylą się najlepsi, więc samokrytycyzm wobec własnej niewiedzy lub braku doświadczenia nie powinien być surowy. W końcu to droga pasji, a nie wyścigów konnych. 🙂
Aby móc w pełni czuć się usatysfakcjonowanym w naszej podróży przez obcowanie ze sztuką na porcelanie, warto zwrócić uwagę na podstawowe elementy, na które być może tak zwyczajnie nie zwracamy uwagi.
Jakość materiału, jakość wypału, wady lub ich brak, proporcje, reliefy, kolory farb, jakości złoceń, formy i ich ewolucja oraz przeznaczenie, często przeznaczenie powiązane z historią lub modą, w końcu sygnatury, dodatkowe oznaczenia lub podpisy samych malarzy – im dalej w las tym więcej drzew… ale zapewniam, ta podróż jest ciągłą nauką i odkrywaniem pełnym satysfakcji. W tym lesie nie jest tak strasznie, trzeba tylko być uważnym.
Poniżej przytaczam wycinek slajdów wykładu mojego i Anny Gozdzikowskiej Kessentini prezentowanego w Muzeum Zamek Żupny w Wieliczce. Niech on będzie bardzo ogólnym drogowskazem dla poszukujących odpowiedzi.
W drugiej części skupię się na rodzajach sygnatur – studium przypadków (oboecuję – niebawem)
A tymczasem – miłej lektury.




