W podróży jaką jest kolekcjonerstwo mam nieodparte częste wrażenie, że celem jest nie tylko zdobycie, ale również zdobywanie.
Magiczna droga do celu.
Jedni poszukują „białego kruka” inni „czarnej perły” (w przenośni oczywiście), każdy gdzieś na przestrzeni lat wyznaczył sobie swoje cele szczęścia, a drogi, które przechodzimy, pułapki i sukcesy, nasze emocje wpisane są w wartości naszych kolekcji.
Gdyby tak nasze półki w witrynach chciały mówić …
Moje „białe kruki” – określenie zapożyczyłam na potrzeby tego postu od „moli książkowych” – niektóre są już w witrynach, inne nadal w sferze poszukiwań.
Dziś więc opowiem o literce „W”.
Przez kilka lat szukałam tej magicznej literki „W” na spodach filiżanek, talerzy, figurek. Setki naczyń oglądanych z każdej strony.
Tak, wiem , brzmi to zagadkowo, tym bardziej zagadkowo, bo gdy otworzymy pierwszą z brzegu literaturę tematu, łatwo dostrzec, że wielu producentów i artystów podpisywało się tym moim poszukiwanym „W”.
Nie zaskakiwał mnie już Wallendorf , Worcester czy Wawel. Te poznawałam na odległość. Tych było w nadmiarze. Moim celem było rzadkie
wczesne berlińskie „W”.
Oznaczeniem tym posługiwał się w krótkim nieco skromnym okresie produkcji sam Wilhelm Caspar Wegely – założyciel manufaktury porcelany, która zapoczątkowała dzisiejszą KPM Berlin.
Przedsiębiorca Wilhelm Casper Wegely producent wełny w 1751 roku założył pierwszą berlińską fabrykę porcelany. Fabryka funkcjonowała bardzo krótko gdyż po wybuchu wojny siedmioletniej popadła w trudności ekonomiczne i już w 1757 r. zatrzymano w niej produkcję.
Ze względu na trudności w składzie masy porcelanowej, wyroby manufaktury Wegely’ego początkowo nie osiągały zadowalającej jakości porcelany. Choć stosowano kaolin z Saksonii, dzięki czemu naczynia miały czysto białą barwę, dekoracja reliefowa czasami wydawała się nieco szorstka i niedoskonała. Nieco wyżej oceniano poziom malarzy i kolorystykę farb.
Niemal we wszystkich niemieckich manufakturach początkowo skupiano się na produkcji naczyń, a dopiero później podejmowano prace związane z projektowaniem i produkcją figur. Z tym problemem zderzyła się również fabryka Wegely’ego. Nawet w Miśni minęła dekada zanim wykwalifikowani rzeźbiarze, Johann Gottlieb Kirchner, a zwłaszcza Johann Joachim Kändler, zostali zatrudnieni jako modelarze, którzy byli w stanie ukształtować oblicze rzeźb z porcelany miśnieńskiej, a tym samym całej europejskiej rzeźby porcelanowej. Mniejsze manufaktury, a zwłaszcza te, które początkowo starały się istnieć jako zakłady prywatne, mieszczańskie, na wczesnych etapach swojej produkcji nie traktowały dziedziny rzeźby porcelanowej jako priorytetowej – a manufaktura Wegely w swoim krótkim okresie istnienia zaczęła jedynie nabywać praktyki i wdrażać pierwsze nie tak liczne pomysły figularne. Już na samym początku figurki Wegely’ego oceniano jako nie tak dobre jak miśnieńskie, twarze i proporcje ciał jako zbyt korpulentne, czasem przesadzone w kształtach. Tym czasem cały ten ich urok w tej ich niedoskonałości (nieprawdaż ?)
Oto był mój cel – figurka lub naczynie z najwcześniejszych lat manufaktury w Berlinie.
W tym miejscu należy dodać, że diabeł tkwi w szczegółach. Wchodząc w gąszcz tajników produkcji porcelany, naśladownictwa, podobieństwa, falsyfikatów i ryzyka błędnej identyfikacji , rodzi się ryzyko pomyłek, złych zakupów i rozczarowań.
..a te bardzo bolą nie tylko nasze kieszenie.
O ile fason, reliefy naczyń są dla „opatrzonego oka” kolekcjonera z biegiem czasu łatwiejsze w ocenie, o tyle świat figurek to już prawdziwy gąszcz trudności. Tu się liczą detale, detale, detale, a potem dopiero sygnatura (lub jej brak). Stąd z dużą ostrożnością oceniłam mój przedświąteczny zakup, który z pokorą postawiłam w witrynie i w wolnej chwili przed i poświątecznej wszczęłam dochodzenie. Przeczucie i pewność to jedno, potwierdzenie w dobrej literaturze i przykładach z profesjonalnych wystaw (nie na eBay czy Allegro !) to drugie.
Dziś wiem już – mój cel (jeden z wielu) został osiągnięty !
Oto wyjątkowy unikat klasy muzealnej. Przedmiot, który powstał w okresie 1751-1757 roku w fabryce Wegely’ego. Duża (27 cm !) scena figularna przedstawiająca parę – młodzieńca i dziewczynę, miłośników ptaków opartych o skałe pod drzewem. Poza walorami artystycznymi i wyjątkowymi kształtami figurka ma przekaz, wyraz uległości i szacunku chłopca wobec dziewczyny bo czymże może być gest wpuszczania drugiego ptaszka do klatki młodej damy, jak nie wyrazem oddania się w jej ręce ?
Urocze !
Figurka po tylu latach zapewne wędrówek z kolekcji do kolekcji nie przeszła żadnych napraw, utraciła tylko kilka liści na drzewie i małe drzwiczki w klatce – drobiazg !
Wiedzą o tym Ci, którzy kolekcjonują porcelanę osiemnastowieczną (i starszą) i wiedzą jaką rzadkością są wszystkie te liście na drzewie.
Spód figurki jakże niedoskonały jest dowodem na trudności, jakimi mierzono się w fabryce.
Poszczególne egzemplarze z produkcji Wegely’ego można znaleźć m.in. w berlińskim Muzeum Sztuki Dekoracyjnej ( Pałac Köpenick ) oraz w Belwederze (Charlottenburg) . Ze znanych egzemplarzy są również te wyłącznie białe ( na zdjęciu ).
Porcelana produkcji Wegeny jest obecnie bardzo rzadka i ma dużą wartość kolekcjonerską.
Puentując pragnę dodać – szukajmy, szukajmy naszych „białych kruków” i „czarne perły”, podglądajmy spody figurkom, filiżankom tudzież innym naczyniom, korzystajmy z fachowej literatury, odwiedzajmy muzea, wystawy, bądźmy czujni – bo kiedyś ma szansę spełnić się nasze kolejne kolekcjonerskie marzenie, a droga do jego dotarcia to historia dodana dla naszych skarbów.
…i co ważne (!!!) konsultujmy , badajmy nasze zakupy dokładnie , bo gdy przeglądam popularne portale sprzedażowe często z trwogą czytam nietrafne opisy sprzedawców na temat pochodzenia, datowania i stanu. (niestety !).
Figurka będzie na ekspozycji wystawy porcelany ze wspólnej kolekcji mojej i Anna Goździkowska w Kutnie , której otwarcie przewidujemy 2.05.2025 roku. w Muzeum Pałac Saski w Kutnie i na którą już dziś serdecznie zapraszamy.








