Dziś trochę
niemerytorycznie
ale mamy początek tygodnia, potrzebujemy rozbiegu do startu w życie
więc kilka słów o kolekcjonowaniu byłoby nam po drodze
chcę napisać o emocjach
znów
temat nośny i mój ulubiony, więc i tym razem Was tym zajmę
mała refleksja
bo czyż nie wpisujemy w każdą upolowaną filiżankę
talerz czy inną cenną skorupę części swojego czasu
siebie
serca swojego ?
Czyż nie decydujemy się na pokonywanie często dziesiątek kilometrów, wstając o czwartej nad ranem po to, by mieć większe szanse właśnie na kolejną lokatę swoich uczuć ?
Czyż nie przeżywamy ich otrzymując wyciąg bankowy z podsumowania wydatków miesięcznych ? wydatków tych lokujących nasze emocje… (?)
i nie tylko ja znam zapewne te palpitacje
bezszelestne łaskotanie pod mostkiem
tym mostkiem z miejscem na serce, które tam zazwyczaj jest
po nowych odkryciach w muzeach, na wystawach, w kolekcjach,
choćby to było na drugim końcu świata
co najciekawsze
trudno osiągnąć rezerwę
to magiczne czerwone światełko
sygnalizacja – limit wyczerpany, zjeżdżamy , odpoczywamy
przerwa
nie ma szans …
może tylko czasem przy okienku w banku
ale to tylko chwilowy przystanek
zazwyczaj
I oto mając te lokaty emocji , uciułane , zakitrane
w skrzypiących od wysiłku starych szafach
bardziej lub mniej trafione, ale zawsze ulokowane
budzimy się rano, zaczynamy dzień od pierwszej filiżanki kawy
kawa jak to kawa
napój znacznie standardowy, tu się trudno rozpisywać wierszem czy prozą
espresso, americano, czy z domieszką mleka,
ale zasadnicze preludium przekazu chwili odbywa się w samym naczyniu
bo tam się dzieje galop ulokowanych wspomnień
pochmurna deszczowa niedziela przy stoisku ze starociami , może w deszczu na drugim końcu świata,
człowiek, z którym dzielimy pierwszą radość posiadania
lub
opowieści babci, cioci, mamy o niedzielnym rosole w rodzinnej zastawie
i całe szczęście
tylko ta jedyna filiżanka istnieje jeszcze po rozbiorach rodzinnych,
po podziale majątku lub po przeprowadzkach pokoleń.
jak ubrać w słowa , przemycić nasze wspomnienia ?
przekazać te ułamki uczuć (?) spotkanych ludzi (?)
przecież tak dużo już opowiedzieli Kaendler, Rosenthal czy pędzel NN artysty nieznanego. Ile podobnych emocji nie miało szans przetrwać ?
przecież nie wszystko da się opowiedzieć.
Bez wątpienia oczy doświadczonej życiem figurki
mówią więcej niż tylko ich kontur czy zamyślenie
to zastygłe myśli tych, którzy byli przede mną
od czasu formy, warsztatu malarza po pokolenia potem
w oczach tych jest cząstka mnie i tych, którzy podejmą sztafetę dalej
…nie wiedząc nic o mnie.
…choć czasem tak na marginesie pisząc
mam wrażenie, że kiedyś jakiś archeolog z przyszłości odkopie skamieliny naszych wirtualnych prób przetrwania, prób chcących oszukać czas i zamiesci je w muzeum ciekawostek (może o porcelanie)
kto wie
kto wie…
Ps. na zdjęciach kilka emocji przeróżnych






















