Unikatowy talerz Miśnia XVIII w czyżby Ferner ?

Historia

jest ta utrwalona faktami, które zmienia się czasem w podręcznikach w zależności od potrzeb tych, którzy ją głoszą

i jest ta zapomniana, bezimienna, zastygła w murach domostw lub w kamieniu na kamieniu, który jeszcze po nich pozostał, w pożółkłych fotografiach, w śladach pędzli mistrzów na płótnie czy porcelanie.

Odkrywanie jej na nowo i na nowo jest potwierdzeniem fundamentalnego pytania o sens istnienia – wszak każdy chce pozostawić ślad po sobie. Historia pisze się każdego dnia.

Czasy wirtualnego świata, który wkracza w naszą codzienność coraz głębiej, odbierają możliwość dotyku, bezpośredniej relacji z przedmiotem w zamian dając słowo i przekaz obrazu. Korzystam więc z tej sposobności, by zatrzymać się na chwilę wirtualnie i całkiem niewirtualnie zastanowić nad historią zwykłego-niezwykłego talerza, który nie jest jedynie tym, za co się podaje.

Trafił jakiś czas temu w moje ręce wyjątkowy przedmiot, który zabrał mi wieczór i zapewne zabierze jeszcze miejsce w witrynie, kolejne chwile zachwytu, ale czyż nie pięknym jest się cieszyć z rzeczy małych (?). Jest wart tego, by o nim dziś napisać.

Powstał jako mniej udany produkt pierwszych dziesięcioleci manufaktury miśnieńskiej. Może zmęczony pracą pracownik źle dobrał proporcje masy porcelany, może już uformowany pomimo tego zajął mniej zaszczytne miejsce w piecu wypalonym i nabawił się lekkiej krzywizny, może trafił do rąk pracownika zaraz potem jako zapłata za pracę, a ten przehandlował go dalej… Jedno jest pewne – był pełen niedoskonałości szkliwa, które próbowano usunąć. Próby spełzły na niczym i jedynym rozwiązaniem była dekoracja – częsta praktyka kamuflowania wad w osiemnastowiecznych manufakturach.

Taki niedoskonały z mizernymi rokowaniami na przyszłość, bynajmniej nie na perspektywy pańskich stołów, trafił do warsztatu hausmalera, który to pochylił się nad nim z czułością. Nie spisał go na straty.

Charakter zdobienia jest nieco nietypowy, który trudno przypisać konkretnemu warsztatowi. Kwiaty w ujęciu graficznym, naśladującym ryciny, tematykę motywu zdominowały całą jego powierzchnię. Nie da się przypisać zdobienia z całą pewnością konkretnemu warsztatowi, choć jakość farb, sposób przedstawienia kwiatów przypomina prace F. J. Fernera, kojarzonego ze zdobieniami na kobalcie podszkliwnym. Warsztat Fernera charakteryzuje się głównie z charakterystycznym motywem małych domków, postaci z teatralnym ułożeniem rąk, z przekazem tych postaci, z rdzawą czerwienią i dominacją przytłumionych ziemistych (brązowych, ceglastych) kolorów. Na uwagę zasługuje wyjątkowy odcień przytłumionego różu złamanego fioletem piwonii, dużo rzadziej obecnego na pracach Fernera.

….po przeanalizowaniu przypadków dzieł innych malarzy powracam do warsztatu Fernera lub malarza pracującego w jego otoczeniu, choć nie da się tego nazwać jednoznacznie.

Ta historia toczy się dalej, jej badanie jest otwarte.

Talerz z Miśni datowany na lata 40-te XVIII w (produkcja) zdobiony około 1745 r. (przed 1766 r) znajduje się w dość troskliwej witrynie i zajął zasadniczo wysokie miejsce w moim zachwycie. Wzruszające jest to, że przetrwał dzięki staraniom wielu rąk, potem trosce kolejnych pokolen, po to, by znaleźć się dziś tu.

Jest to jeden z wielu przykładów, który kryje w sobie historię, której dokładnie nie poznamy i możemy się jedynie domyślać jaka ona była.

Dobrze jest doświadczać takich wzruszeń, wpisując się zarazem w cząstkę istnienia przedmiotów.

Te przedmioty powstały i przetrwały dzięki czyjejś pracy i czyjej wyobraźni, przetrwały wieki pokoleń.

Na zdjęciach zaznaczyłam strzałkami przykłady miejsc błędów produkcyjnych, które zostały zamaskowane liśćmi kwiatów oraz ślady prób usunięcia tych niedoskonałości przed nakładaniem malatury.

Przykład kwiatu piwonii na innym naczyniu przypisanym warsztatowi Ferbera.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *